Co miłośnik języków powinien 2

W poprzednim odcinku napisałem mniej więcej tyle,  że ciekawie i może nawet użytecznie jest zajmować się, choćby pobieżnie, językami jak najbardziej różnymi od dotychczas nam znanych i od siebie nawzajem. Ale jak tę “różność” wykryć i zmierzyć? Co to znaczy że język X jest bardziej niż Y różny od języka Z?

Nie mam dobrej odpowiedzi, więc przytoczę tu po prostu swój tok myślenia z czasów, kiedy moja przygoda z “dziwnymi” językami się zaczynała. Wyczytałem gdzieś (pewnie w Majewiczu – Języki świata i ich klasyfikowanie; albo w Milewskim) o czterech czy pięciu podstawowych typach struktury gramatycznej i postanowiłem, że “z każdego typu po trochu”. Dodałem do tego odrobinę wiedzy o ligach językowych i zróżnicowaniu terytorialnym i postanowiłem, że wypadałoby wiedzieć cośkolwiek o językach każdego kontynentu. No i pomyślałem oczywiście o pokrewieństwie genetycznym – moje podejście: co najmniej po jednym języku z każdej głównej rodziny językowej, z każdej podrodziny indoeuropejskiej i z każdej podgrupy słowiańskich.

Z biegiem czasu wyrobiłem sobie jeszcze przekonanie, że warto poznać jakiś język mniejszościowy, jakiś język słabo standaryzowany i wreszcie jakiś język zagrożony (żeby zorientować się, jakie konsekwencje te sytuacje społeczne – zagrożenie, mniejszościowość, brak standaryzacji – mają i dla języka i dla władającej nim społeczności). Jeszcze później doszedłem do wniosku, że warto przynajmniej na chwilę przystanąć nad którymś z języków migowych (i znów zastanowić się nad konsekwencjami psychologicznymi i społecznymi – zostawię ten temat na inną okazję – pytając teraz prowokacyjnie: ‘Czy polski Głuchy to to samo co głuchy Polak? Czy polski Głuchy jest w ogóle Polakiem?’).

A teraz szczegółowiej:

Zacznijmy od zróżnicowania typologiczno-gramatycznego. W różnych opracowaniach można wyczytać jak to w ujęciu ogólnym każdy język można przyporządkować do jednego z czterech czy pięciu reprezentowanych na świecie typów struktury gramatycznej. Dla porządku należy podkreślić, że klasyfikacja ta jest bardzo umowna, typy w stanie czystym nie występują (tj. w każdym praktycznie języku można odnaleźć cechy charakterystyczne dla kilku różnych typów), granice między nimi i kryteria przyporządkowania do nich nie są jasne, a wokół całej sprawy toczy się dyskusja ekspertów, każdy z których ma własne widzimisię. Powiedziawszy to wszystko, powiedzmy słówko o typach, kreśląc ich ogólny obraz bardzo grubym pędzlem.

Są otóż na świecie języki:

A. Fleksyjne, czyli takie, w których związki pomiędzy poszczególnymi elementami wypowiedzi wyrażane są przez końcówki wyrazów. Mamy tu na ogół do czynienia z systemem rozróżniania liczb, przypadków i rodzajów, oraz z bardzo rozwiniętą składnią zgody (rzeczownik danego rodzaju w danym przypadku może być określany tylko przez przymiotnik tegoż rodzaju i przypadku) i rządu (dopełnieniem czasownika X może być rzeczownik bądź grupa imienna stojąca w przypadku Y). Czasowniki posiadają co do zasady odrębne formy (końcówki, a czasem i rdzenie) dla każdej kombinacji osoby, liczby, czasu (ew. jeszcze strony i trybu). Poszczególne części mowy są silnie oddzielone od siebie (ten sam wyraz nie może być np. jednocześnie rzeczownikiem i czasownikiem). Ponieważ w końcówkach wyrazów wyrażona jest już duża część informacji składniowej (co jest podmiotem, co dopełnieniem etc) szyk zdania może – przynajmniej teoretycznie – być bardzo swobodny, czy wręcz dowolny. Typowe języki fleksyjne to łacina i polski, mniej typowe – języki romańskie; poza rodziną indoeuropejską typ ten jest dość rzadki (tak przynajmniej mi się wydaje). Jako że po polsku już mówiłem, inne języki fleksyjne to nie był mój gramatyczny priorytet.

B. Izolujące vel analityczne (ja wiem że upraszczam i że jedno to nie do końca to samo co drugie). W tych językach stosunki gramatyczne wyrażane są nie przez elementy słów (końcówki etc.) ale przez szyk zdania (angielskie the dog bites the cat vs. the cat bites the dog) i odrębne słowa (np. przysłówki czasu zamiast informacji o czasie wpisanej w czasownik). Angielski jest językiem umiarkowanie izolującym, dużo dalej w tym kierunku idą np. chiński czy indonezyjski w których gramatyczne kategorie czasu, osoby i liczby praktycznie nie istnieją (a jeśli to w b. ograniczonym zakresie). Charakterystyczny dla (niektórych) języków pozycyjnych jest brak ostrych różnic pomiędzy częściami mowy. W zależności od miejsca w zdaniu, ten sam wyraz pełni różne funkcje. Najczęstsze jest rozmycie granic między przymiotnikiem a czasownikiem, ale proces ten może iść dużo dalej.

C. Alternacyjne. Czyli języki fleksji wewnętrznej. Typ ten – przynajmniej w swojej najbardziej charakterystycznej formie – reprezentowany jest przez języki rodziny semickiej (i w bardziej ograniczonym zakresie – inne języki afroazjatyckie), a jego specyfiką jest, że (uwaga, znów duże uproszczenie) spółgłoskowe rdzenie wyrazu ogólnie wskazują na jego znaczenie, zaś konkretnych informacji gramatycznych (przypisanie do części mowy, osoba, czas, liczba) udziela układ rozdzielających je samogłosek i afiksów. By użyć oklepanego przykładu, KTB to w arabskim rdzeń o abstrakcyjnym znaczeniu ‘pisać’, dający m.in. takie konkretne formy jak: KiTaaB ‘książka’; KuTuB ‘książki’; KaTaBa ‘pisał’; jaKTuBu ‘pisze’; KaaTiB ‘pisarz’; maKTuB ‘list’ itd. itd. W większości (choć nie wszystkich) przypadków, znaczenie konkretnej formy daje się regularnie wyprowadzić z rdzenia i układu samogłosek.

D. Aglutynacyjne. Czyli sklejane. Języki w których konkretne formy wyrazów tworzone są poprzez dołączanie do siebie, w ściśle określonym porządku cząstek oznaczających osobę, liczbę, czas, tryb, modalność, przynależność czy inne jeszcze rzeczy. Zasadnicza różnica między nimi a językami typowo fleksyjnymi polega na tym, że w tych ostatnich jedna niepodzielna cząstka może informować o kilku elementach łącznie (‘-om’ w ‘chłopcom’ to jednocześnie liczba mnoga i celownik) podczas gdy w językach typowo aglutynacyjnych można łatwo wyodrębnić cząstki odpowiedzialne za poszczególne elementy znaczenia (w lezgińskim ‘chłopcom’ to gadajriz, gdzie ‘gada’ – chłopiec; -jr – liczba mnoga; -iz – celownik). Za typowo aglutynacyjne uważa się języki tureckie i ugrofińskie, rzadziej wspominając o tym, że typ ten znaleźć można także w językach rodziny bantu, niektórych kaukaskich (jak lezgiński) czy w keczua.

E. Inkorporujące i polisyntetyczne. Znów dwa terminy, które dokładnymi synonimami nie są, ale często bywają używane zamiennie. Inkorporacja to włączanie do orzeczenia informacji o pozostałych częściach zdania (np. o osobie którą wyrażone jest dopełnienie). W językach inkorporujących zamiast “widzę dziewczynę” mówi się coś w rodzaju “widzę-ją dziewczynę”, zaś “damy wam jabłka” to mniej więcej “damy-wam-one jabłka”, “nie wydam cię policji” – “nie wydam-im-ciebie policji”. Z kolei polisynteza to proces tworzenia ad hoc czasowników włączających w siebie całą treść zdania, poprzez mnogość cząstek gramatycznych opisujących wszelkie możliwe aspekty sytuacji i “łykanie” dopełnienia. Przez “łykanie” rozumiem proces wyglądający mniej więcej tak, że zamiast “widzę samochód” mówiłbym “widsamochódzę”. Inkorporację dopełnienia znaleźć można w językach bantu, ale też w baskijskim, gruzińskim i – w szczątkowym zakresie – węgierskim. Oba procesy są bardzo produktywne w wielu językach indiańskich, np. w irokeskich. W mingo “złodziej samochodów” to dosłownie “on-samochód-kradnie-często” (przy czym ‘tłumaczenie’ jest mylące, bo w mingo mamy do czynienia ze zlepkiem cząstek, a nie samodzielnych wyrazów), a główny bohater jednej z moich czytanek nazywał się po angielsku “Lost Arrow” a tak naprawdę “jeg0-strzała-zgubiłasię”.

Wróćmy znów do mojej historii choroby: Fleksyjny język znałem, jako się rzekło, od dziecka, ale to mnie nie zadowalało, więc pouczyłem się trochę łaciny. Lekko analityczny angielski też znałem, ale chciałem więcej więc równolegle z łaciną uczyłem się chińskiego. Z alternacyjnymi wielkiego wyboru nie ma, w moim przypadku był to arabski (chociaż hebrajski jest bardziej regularny). Odrobinkę potem był fiński, a polisyntezę “załatwił” mi mingo, na który trafiłem w internecie. Tym sposobem cel jako-takiego zaznajomienia się z językami wszystkich głównych typów osiągnąłem jakoś na pierwszym, najpóźniej drugim, roku studiów… ale to nie koniec… cdn.

Post a comment or leave a trackback: Trackback URL.

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: