Zapasy po irańsku – powtórka z maili

Dla tych, których nie ma na liście mailingowej:

Pamiętacie może to zdjęcie?

Ja z maczugami

Maczugi, które trzymam nazywają się mil i obok poprzeczki do pompek, drewnianej tarczy do wyciskania i żelaznego łuku do przerzucania nad głową są jednym z przyrządów używanych do tradycyjnych irańskich ćwiczeń siłowych.

Miejscem tych ćwiczeń jest zurchāne (dosł. dom siły) podziemna sala na planie koła bądź ośmiokąta z kopułą i bardzo niskim wejściem (żeby każdy musiał się schylić), pośrodku której znajduje się tzw. goud -wgłębienie głębokie na 90-120 cm. To w nim się ćwiczy, na wyższym poziomie podłogi są szatnie, samowar z herbatą, miejsca dla publiczności i osób o których roli dalej. Na ścianach portrety szyickich świętych i dawnych mistrzów. Uważa się, że architektonicznie zurchāne naśladuje układ świątyń mitraistycznych, a funkcjonujące w nich “kluby sportowe” są kontynuacją męskich stowarzyszeń czy bractw mistycznych funkcjonujących w Iranie od baaardzo dawna.

Ale wróćmy do samych ćwiczeń, które nazywa się w Iranie “starożytnym sportem” (warzesz-e bāstāni – aż taki starożytny to on znowu nie jest, przynajmniej w obecnej formie) albo “sportem bohaterów” (warzesz-e pahlawāni). Ćwiczący stoją jeden przy drugim w goudzie i na polecenie najbardziej doświadczonego z nich (pisz-keswat) zaczynają wywijajać milami czy robić inne cudeńka w rytm wybijany na bębnie i dzwonku. W zurchāne ogromne znaczenie ma bowiem oprawa ćwiczeń, którym musi towarzyszyć muzyka i śpiew. Śpiewa i gra siedzący na wyższym poziomie morszed a czasem akompaniuje mu też mosztmālczi (dosł. wycieracz pięści – do jego obowiązków należało serwowanie zawodnikom herbatu i wycieranie ich z potu po ćwiczeniach). Śpiewa się oczywiście nie aktualne przeboje, ale albo pieśni ku czci szyickich imamów albo fragmenty Szāhnāme – irańskiego eposu rycerskiego. Wrażenie rytualnego charakteru ćwiczeń potęgują niektóre ich elementy o charakterze quasi-transowym (bardzo długie i szybkie wirowanie wokół własnej osi). Z całą pewnością zwykłe “pakowanie” to to nie jest…

Ćwiczenia mają jednak czysto praktyczny cel, którym jest odpowiednie przygotowanie fizyczne (zwłaszcza siłowe) zapaśników. Nawiasem mówiąc, ciekawostka – w perskim słowo “zapasy” (koszti) pochodzi od czasownika “zabijać” (kosztan) I w drugim nawiasie – tradycyjne irańskie zapasy praktycznie zanikły, ale zapasy sportowe zwłaszcza stylu wolnego  są niezmiernie popularne. Ich zawodnicy nie ćwiczą jednak w zurchāne, a na zwykłych  siłowniach. Ale wróćmy do przygotowania siłowego, które sprawia, że…

… stali bywalcy zurchāne wyglądają tak (ja też tak będę):

Naprawde duzy pan

 

A nawet jeśli nie wyglądają, to potrafią zrobić coś takiego (kto potrafi powtórzyć?):

zurchāne buduje się nie tylko siłę mięśni, ale i rozwija charakter. O mistrzach tego sportu opowiada się jako o ludziach niezwykle prawych i rycerskich. Prawdziwych bohaterach, bo to w końcu “sport bohaterów”

Często przywoływanym historycznym przykładem ideału pahlawāna (bohatera, zapaśnika) jest żyjący bodaj w XIV wieku Purjā-je Wali. Za ilustrację niech posłuży anegdota:

Nigdy nie pokonany Purjā-je Wali udał się do odległego miasta by zmierzyć się z lokalnym mistrzem zapasów. Wieczór przed walką postanowił spędzić na spacerze. Przechadzając się po uliczkach bazaru natknął się na kobietę rozdającą przechodniom słodycze. “Weź i pomódl się za mojego syna” powiedziała. “Co się stało?”. “Jestem wdową, mam siedmioro dzieci. Nie mamy tu nikogo i jesteśmy bardzo biedni. Mój najstarszy syn jest zapaśnikiem, jutro ma zmierzyć się z przybyłym z daleka wielkim mistrzem. Jeśli go pokona, zyska sławę i możliwość zarobku. Jeśli przegra, nie będziemy mieli za co żyć. Ale zwycięstwo wydaje się niemożliwe. Dlatego proszę wszystkich, by modlili się za niego.” Oczywiście Purjā-je Wali przegrał tę walkę i dopiero po tej porażce został mistrzem kompletnym.

Odbiegnę daleko od Iranu, ale ciekawe wydaje mi się porównanie tej historyjki z opowieściami o najsłynniejszym japońskim szermierzu, Miyamoto Musashim. Otóż niezwyciężony Musashi doznał oświecenia i został szermierzem kompletnym dopiero gdy został pokonany przez uzbrojonego jedynie w motykę staruszka…

I wracamy do irańskiego mistrza… Purjā-je Wali, jak niemało innych Irańczyków, był także podobno poetą. Piszę podobno, bo nigdy nie widziałem jego utworów innych niż ten – znany każdemu Irańczykowi – dwuwiersz:

oftādegi āmuz agar talab-e fejzi
hargez nachorad āb zamini ke boland ast

ucz się pokory jeśli pragniesz mądrości
nigdy nie pija wody ziemia na wysokości

Oprócz bohaterów dawnych wieków (obiecuję, że już zbliżamy się do końca), mamy też bohaterów współczesności. Prawdziwym kultem jest w Iranie otoczony Gholamrezā Tachti, mistrz olimpijski w zapasach bodaj z ’56. Widzi się w nim współczesne ucieleśnienie ideału pahlawāna, wzór skromności i poświęcenia, opowiada historie podobne do tych o Purjā-je Walim (łącznie z tym jakoby Tachti podczas meczu zapaśniczego ZSRR-Iran miał zbiec z maty, żeby przeprosić siedzącą na trybunach matkę pokonanego przez siebie zawodnika i powiedzieć, że to jej syn zasłużył na zwycięstwo). Tachti często ćwiczył w zurchāne, jego zdjęcia z milami w rękach są wszechobecne. Jego legendę wzmacnia uporczywie powtarzane domniemanie, jakoby został zamordowany przez SAVAK (zmarł w młodym wieku, a krytyczny wobec reżimu szacha podobno faktycznie był).

To tyle. Jeśli “sport bohaterów” przyjmie się kiedyś w Polsce, to pamiętajcie że to ode mnie usłyszeliście o nim po raz pierwszy,

Post a comment or leave a trackback: Trackback URL.

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: