Bez wysiłku?

Wielość mitów funkcjonujących wokół języków, a zwłaszcza tego kto i jak szybko się ich uczy, na przemian zadziwia mnie lub irytuje. To, że rozpowszechniają je czasem ludzie skądinąd inteligentni albo mnie ciekawi (jak to jest – patrzeć i nie widzieć?) albo denerwuje (przecież powinni dostrzec, że coś jest nie tak). Jednym z najczęściej powtarzanych, wbrew widocznym gołym okiem dowodom, jest przekonanie że dzieci “opanowują język ojczysty bardzo szybko i bez wysiłku”, wyrażone np. tutaj (linkuję nie dlatego, żebym uważał tę wypowiedź za szczególnie nieprzemyślaną, ale po prostu dlatego, że to w trakcie jej lektury wpadłem na pomysł napisania tego tekstu.

Dlaczego to takie zadziwiające? Przecież każdy wie, że dzieci są chłonne jak gąbka!

Chyba każdy kto nie miał kontaktu z dziećmi… albo był na tyle zaślepiony miłością do nich, że każde ‘gugu’ uważa za przejaw geniuszu. Prawda jest taka, że proces nauki pierwszego języka (czy pierwszych języków) trwa bardzo długo – plus minus rok do pierwszych słów, plus minus kolejny rok by przejść od słów do prostych zdań, dalszych pięć lat do opanowania podstaw składni, kolejnych trzy czy pięć, żeby rozumieć normalne (a nie przygotowywane specjalnie dla dzieci) teksty z normalnym słownictwem. Niby każdy powinien wiedzieć, że przeciętnego trzylatka są w stanie zrozumieć praktycznie tylko jego rodzice, a i z przeciętnym siedmiolatkiem trudno jest porozmawiać o czymś więcej niż bardzo proste, codzienne sprawy. Jakakolwiek abstrakcja odpada.  Podsumujmy – potrzeba około dziesięciu lat codziennego kontaktu z językiem, by w bardzo mozolnym procesie (tysiące przejęzyczeń, błędów, nieporozumień, frustracji – ktoś kto mówi że to odbywa się “bez wysiłku” musi chyba bardzo chcieć wyprzeć z pamięci te wszystkie sytuacje, kiedy znajome dziecko -rozumiem że swojego wczesnego dzieciństwa się nie pamięta- bardzo się stara coś powiedzieć, ale mu nie wychodzi) ten język opanować. Gdyby dorosły dysponujący masą wolnego czasu, otoczony ludźmi, którzy niemal cały czas chcą z nim rozmawiać i pomóc w nauce, uczył się tak powoli zostałby uznany za upośledzonego poznawczo!

No dobrze, ale to że nie można pogadać z pięciolatkiem, nie wynika z tego, że on źle mówi. On po prostu jeszcze się wystarczająco nie rozwinął, nie potrafi myśleć abstrakcyjnie itepe.

Ależ oczywiście! Otóż to! Nie sposób oddzielić nauki języka od nauki myślenia i ogólnego rozwoju mózgu, bo to się dzieje jednocześnie. I właśnie dlatego porównywanie nauki pierwszego języka do nauki języków kolejnych kompletnie  ale to kompletnie nie ma sensu. Dzieci nie uczą się ani szybciej, ani łatwiej. Dzieci uczą się inaczej, a proces ten jest bardzo skomplikowany. Jedyna ich przewaga to możliwość opanowania, dzięki nie w pełni ukształtowanemu jeszcze – i przez to bardziej elastycznemu – aparatowi mowy, języka “bez akcentu”.

Niby trudny proces, ale jednak każdy się uczy mówić.

Otóż nie do końca. Rzeczywiście, w zdecydowanej większości przypadków rodzimy system językowy jest przez różne osoby opanowywany w (z grubsza) tym samym stopniu. Ale są sytuacje szczególne – są na świecie osoby, które żadnym językiem nie władają w pełni. Na przykład osoby głuche od urodzenia, w kształceniu których Język Migowy nie był używany. Poznają one na ogół, czasem w dobrym stopniu, jakąś miganą wersję używanego w ich kraju języka fonicznego, ale nie trzeba wiele, by odróżnić ich od rodzimych użytkowników (dla Głuchych kształconych w Języku Migowym jest on normalnym językiem ojczystym i problemu nie ma). Temat Języków Migowych i tożsamości językowej Głuchych pozostawmy jednak na kiedy indziej. Wcale nierzadkie są przypadki osób, które w dzieciństwie kilkakrotnie zmieniają miejsce zamieszkania a wraz z nim dominujący w życiu codziennym język. Jeśli tych zmian środowiska językowego jest kilka (5-latek wyjeżdża z PL do USA i wraca po 10 latach) mogą one doprowadzić do sytuacji w której osoba taka wprawdzie zna oba (czy więcej) języki na dobrym poziomie, ale w obu czegoś jej brakuje (casus dzieci emigrantów mówiących z silnym akcentem i z ograniczonym zasobem słów). Inny przykład to późny emigrant (np. 30-latek) po 20 czy więcej latach pobytu na obczyźnie ze sporadycznym tylko kontaktem z mową ojczystą. W większości przypadków będziemy mieli do czynienia z człowiekiem, który swój pierwszy język niemal zapomniał, a języka nowej ojczyzny w pełni nie opanował.

No dobrze, ale dzieci uczą się języka od rodziców.

Też. Ale to nie wpływ rodziców jest decydujący – dużo większe znaczenie mają rówieśnicy. Dzieci imigrantów, nawet tych, którzy mówią w domu tylko “po swojemu” na ogół opanowują “nowy język” w dużo lepszym stopniu niż język rodziców.

Dzieci pochodzące z mieszanych małżeństw równie dobrze opanowują języki obojga rodziców.

Jest tak jedynie jeśli rodzice włożą w to dużo wysiłku i są bardzo konsekwentni. W przeważającej większości przypadków takie dzieci mają tylko jeden język ojczysty. Po pierwsze – patrz wyżej – dziecko uczy się języka środowiska, w którym stale przebywa (poprzez szkołę, telewizję, kolegów z podwórka); po drugie – proces nauki jest tak trudny, że dziecko z natury rzeczy będzie chciało “iść na skróty”. Częste są przypadki, że dziecko wprawdzie rozumie oba języki, ale odpowiada tylko w jednym.

W niektórych krajach czy regionach prawie każdy jest dwu- czy wielojęzyczny.

I tak, i nie. Istotnie, np. praktycznie każdy Lezgin z północnego Azerbejdżanu oprócz lezgińskiego włada też bardzo dobrze azerbejdżańskim i rosyjskim, ale nie wszystkimi w tym samym stopniu. Lezgiński jest zwykle używany wyłącznie do rozmów z najbliższymi, mówić po lezgińsku o polityce, informatyce, czy nawet po prostu liczyć, większość Lezginów nie potrafi (bo uczyła się tego wszystkiego w szkole – po rosyjsku lub azerbejdżańsku).  Innym przykładem są np.  Indusi z bardzo dobrym szkolnym angielskim, którzy nie znają jednak dobrze potocznego rejestru (bo do celów zwykłej pogawędki używają innych języków) i w konsekwencji zawsze brzmią bardzo oficjalnie czy wręcz staromodnie. Wielojęzyczność jest więc dość częsta, ale na ogół jest ona niesymetryczna.

Uwaga na marginesie – czemu jako przykład kraju wielojęzycznego niemal zawsze przywoływane są Szwajcaria, Kanada i Belgia, a nie Kamerun, Tunezja czy Paragwaj? Zwracanie uwagi wyłącznie na świat eurozachodni to nakładanie sobie z własnej woli klapek na oczy.

Post a comment or leave a trackback: Trackback URL.

Comments

  • swiatjezykow  On October 26, 2010 at 4:18 pm

    Bardzo celne uwagi. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że dzieciom jest się trudniej nauczyć języka niż dorosłym, którzy są narażeni na ciągły kontakt z obcokrajowcami. Sytuację niemowlaka można porównać do Polaka nie znającego obcych języków, którego byśmy wysłali do jednego z plemion papuaskich – jednak trochę pracy by to wymagało. A i tak podejrzewam, że znacznie szybciej byłby on w stanie się porozumieć z owymi Papuasami na przyzwoitym poziomie niż dziecko urodzone w momencie jego przybycia. Jedyną dziedziną, w której dziecko faktycznie posiada przewagę jest nabycie niepowtarzalnego akcentu.

    Co do przykładów społeczeństw dwujęzycznych również się zgadzam, tym bardziej, że w wyżej wymienionych państwach brak znajomości innych języków jest bardziej przedstawiany jako problem, nie mówiąc już o negatywnym stosunku ludności A do języka B (chociażby przykład z miasteczka flamandzkiego, gdzie niedawno wyrzucono z pracy trenera dziecięcej drużyny piłkarskiej, bo zwracał się do dzieci po francusku – nie pamiętam dokładnego adresu źródła, ale podejrzewam, że odosobniony przypadek to nie jest).

  • eskandarj  On October 27, 2010 at 1:50 am

    Inny przykład to późny emigrant (np. 30-latek) po 20 czy więcej latach pobytu na obczyźnie ze sporadycznym tylko kontaktem z mową ojczystą. W większości przypadków będziemy mieli do czynienia z człowiekiem, który swój pierwszy język niemal zapomniał, a języka nowej ojczyzny w pełni nie opanował.

    This is something that has confused and to some degree even frightened me, when I first became aware of such a thing. Several of my family members in the US are examples of this– they’ve lost their full fluency in Persian but have not gained native-like fluency in English. I can’t imagine what it would be like to not have at least one language in which you are 100% fluent, it just seems scary. I wonder if it’s somewhat comparable to un(der)educated monolinguals. If you are not educated in your language and thus do not understand the vocabulary belonging to its highest register, could we say you are less fluent than an educated speaker? Overall it seems counterintuitive to suggest that anyone could be less than fluent in their only language… (Sorry I couldn’t comment in Polish!)

    • peterlin  On October 27, 2010 at 12:42 pm

      Thanks for the comment – it touches on a lot of quite complicated isuses. I will save my rambling train of thought about all the stuff you made me think about(are all native speakers equally competent? what’s the relation between native language skills and intelligence? what changes in you if you forget your native language?) for a later post.

      Right now, let me just say, that indeed I am mildly concerned about Aleksander, knowing that he is probably going to spend a substantial part of his formative years hopping from country to country:

      Somebody: Children of diplomats are so fortunate! They grow up speaking foreign languages. They know the world. They can study and work anywhere!
      Me: But not in Poland, at least not easily.
      Somebody: How come?
      Me: Well, an average child brought up like this is barely literate in Polish. Passing entry-level exams to Polish universities or writing professional correspondence in Polish is usually beyond their reach. Kinda limits their options in Poland, don’t you think?

      Bottomline: Most everything in this world is a mixed blessing.

Leave a Reply

Please log in using one of these methods to post your comment:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: